ziuuuuu, bo jechałam z intermarché z chlebem drwalskim i wędzonym łososiem w torbie. chłodno / słońce przez cały dzień. wszystkie pory roku są równe, ale ta nadchodząca równiejsza od innych. moja nowa mantra: wszystko jest tak, jak być powinno :).
Nic takiego tutaj nie ma i nie zamierzałam ich wklejać, ale ... to było
dobre, czwartkowe popołudnie.
Szpinak z borowikami na ciepło. Rozmowa.
Czuć się tak codziennie i niczego więcej (...)
Od soboty do wtorku byłam w Karpaczu. Okruchy. Poza tym niedokładnie. Chodziłyśmy po Konstytucji. W państwa-miasta się grało. Były oscypki i umiarkowana ilość drinków. Od tego krajobrazy lekko drgały. Wróciłam jeszcze bardziej skonfudowana.
potem szybki rzut oka.
zawsze ciągnę się na końcu robiąc zdjęcia ptakom, których nikt nie zauważa.
i tylko śnieg, który jest wszędzie indziej, w mieście gdzieś znikł.
praca nie musi być nieprzyjemna. czasem po prostu wymaga giętkości umysłu.
i tylko myślałam sobie patrząc na przyszpilonego chrząszcza: nigdy nie widziałeś Azji albo smutno mi się zrobiło na widok kaczki z wypadającym, szklanym okiem. Nie było jaskółek z Cozumelu. Odetchnęłam z ulgą.